27 Feb 2017

5. Dla większego dobra

„Asura wraz z Indrą zakazali jakichkolwiek wypraw do Odaki, nazywając teren wioski skażonym przez plagę, która doprowadziła do wymarcia jej mieszkańców.
Zakaz przede wszystkim obejmował panienkę Hanami, która jako pierwsza rwała się do odwiedzin swej osady.
Takaiwayama natomiast nadal jest pilnie strzeżona przez swoich shinobi. Wróg jaki zaatakował wioskę cały czas pozostawał nieuchwytny. A bracia Otsutsuki  nadal nie skomentowali ostatniego incydentu, w czego rezultacie po Takaiwayama zaczęły rozchodzić się plotki.”
Yamada Taro
        Ino za wszelką cenę starała się zachowywać naturalnie i nie dać po sobie znać, że zaczyna panikować. Pokonanie drogi ze szpitala do siedziby Hokage zajmowało zaledwie dziesięć minut normalnym tempem i mimo powagi sytuacji, nie zamierzała przyspieszać swojego kroku. Jeśli wpadłaby do budynku w pośpiechu, ludzie mogliby zacząć coś podejrzewać. Ostatnim czego w tej chwili potrzebowała była masa pytań, na które musiałaby udzielić zdawkowych, podszytych kłamstwem odpowiedzi. Kolejnych zresztą.
        Westchnęła ciężko. Miała nadzieję, że niedługo ta maskarada dobiegnie końca, a ona i jej przyjaciele odzyskają swoje życie. Przede wszystkim Sakura.
        Prosiła w duchu, by Shikamaru mógł poświęcić jej teraz chociaż odrobinę swojego czasu. I przede wszystkim, żeby nie był w towarzystwie Naruto. Hokage nie mógł się o niczym dowiedzieć, w przeciwnym razie los ich trójki zawisłby na włosku. A ona nie chciała ryzykować bardziej niż dotychczas.
        — O! Ino!
Cholera zawsze to samo! - Yamanaka przeklęła siarczyście w myślach. Nienawidziła tego, jak los lubił sobie z niej zadrwić. Za każdym razem, gdy próbowała załatwić coś za plecami przyjaciół, jeden z nich stawał jej na drodze. Tym razem plany potajemnego i szybkiego rozwiązania problemu pt. „Sakura”, pokrzyżowała jej Hinata. Los 1 : Yamanaka 0. Takie jej cholerne szczęście.
— Hinata jak miło cię widzieć — odpowiedziała z szerokim uśmiechem. — Z każdym dniem promieniejesz coraz bardziej — zauważyła słusznie. Jej blada zazwyczaj twarz, rumieniła się delikatnie, dodając jej jeszcze więcej uroku. Ino nie była pewna czy mieszkańcy Konohy wiedzieli już, że ich młody Hokage za kilka miesięcy zostanie po raz pierwszy ojcem. Jeśli nie, to już niedługo wszyscy bez wątpienia zaczną o tym szeptać. Nie miała co do tego żadnych wątpliwości.
— Obstawiam, że to będzie chłopczyk — dodała z jeszcze szerszym uśmiechem.
— Sakura  też tak uważa — odpowiedziała Hinata radośnie, odruchowo spoglądając na swój lekko zaokrąglony brzuszek.
Uśmiech Ino nieco zbladł.
Rozmawiać z Shikamaru o Sakurze to jedno, a rozmawiać o niej z Hinatą to była już kompletnie inna bajka.
— Cieszę się, że na ciebie wpadłam. Od naszego ostatniego spotkania chciałam ci coś powiedzieć. Wiem, że oskarżenia Sakury nie są do końca bezpodstawne, ale nie wydaje mi się, żeby akurat w twojej sprawie miała racje. — Ino zdziwiła się na te słowa. Po ich małej wymianie zdań w gabinecie Sakury, sądziła, że Hyuga i No Sabaku stoją za Haruno murem.
Nie widziała jak powinna na to zareagować.
— I nie ma — odparła defensywnie. Fajnie było mieć po swojej stronie kogoś innego niż Shikamaru. — Muszę to z nią tylko jeszcze wyjaśnić. Jeśli w ogóle będzie chciała ze mną gadać — westchnęła ciężko.
Jej stosunki z Sakurą były ostatnio bardzo napięte, jednak Ino wiedziała, że mogła winić za to tylko i wyłącznie siebie. Dobre intencje jakie miała dwa lata temu względem Sakury i Sasuke, zmieniły jej życie w koszmar, a cała sytuacja z każdym dniem stawała się coraz bardziej skomplikowana. Wraz z Shikamaru zrobili wszystko co w ich mocy, żeby pomóc tej dwójce, reszta leżała w rękach Sasuke. Szkoda tylko, że główny zainteresowany zachowywał się jakby cały ten galimatias wcale mu nie przeszkadzał. Miała ochotę go udusić.
— Postaram się przemówić jej do rozsądku i przekonać ją, żeby cię wysłuchała, ale  doskonale wiesz, że czasami potrafi być bardziej uparta niż Naruto. Ale daje słowo, że spróbuje ją namówić, ciężarnym się nie odmawia, nie? – rzuciła mrugnąwszy okiem.
Hinata zawsze chciała dla wszystkich dobrze. Taka już była jej słodka, niewinna natura. Wbrew pozorom pod tym względem dużo łączyło ją z Naruto. Nie było dla Ino zaskoczeniem, gdy tę dwójkę połączyło głębsze uczucie.
— Dzięki Hinata, doceniam twoje chęci, ale to jest sprawa pomiędzy mną a nią. Jeśli ona będzie się upierać przy swoimi, to ja tym bardziej nie odpuszczę. Też potrafię postawić na swoim. Dam sobie radę, ale mimo wszystko dzięki. Dobrze wiedzieć, że mam wsparcie — Nie chciała wplątywać Hinaty w tę sprawę, zwłaszcza, że ta miała teraz za wiele do stracenia. A do tej pory zdecydowanie za wiele rzeczy poszło nie po ich myśli. Nie miała zamiaru ryzykować spieprzenia życia kolejnej osobie. — W ogóle co tam masz? — zapytała, chcąc zmienić tok ich rozmowy. Bała się, że przypadkowo temat Sakury stanie się dla niej niewygodny i powie o kilka słów za dużo. Nie chciała popełnić tego błędu.
— Świeże Daifuku i Dango — uśmiechnęła się pod nosem.
Ino zaśmiała się. Doskonale wiedziała, gdzie Hinata właśnie zmierzała. Jeden kłopot z głowy.
— Wydaje mi się, że Naruto ucieszy się z małej przerwy na posiłek. Nawet jeśli nie jest to ramen.
Hinata zawtórowała jej śmiechem.
— Bycie Hokage nie jest łatwym zadaniem — powiedziała w zamyśleniu.
Yamanaka przytaknęła.
— Ogromny ciężar spoczywa na jego barkach, ale poradzi sobie. To w końcu jest Naruto.
— A ty gdzie idziesz? Myślałam, że masz dzisiaj dyżur w szpitalu.
Ino zawahała się na ułamek sekundy. Nienawidziła łgarzy. Gardziła takimi osobami. Gardziła samą sobą. Ale musiała skłamać. Dla większego dobra. Nie było innego wyjścia.
— Chcę spróbować wyciągnąć Shikamaru i Chojiego na jakiś obiad. Dawno nie mieliśmy żadnego drużynowego spotkania. — Pół-prawda to nie do końca kłamstwo, usprawiedliwiła się w duchu.
— Racja. Ostatnio wszyscy mamy dużo na głowie i tylko mijamy się w biegu. Może i ja powinnam zorganizować takie spotkanie z Kibą i Shino jak wrócą ze swojej misji. Może nawet sama przygotuję coś do jedzenia! – rzuciła Hinata entuzjastycznie.
Zazdrościła jej tego, ale w sumie to był jej pomysł i może rzeczywiście powinna go zrealizować? W końcu takie spotkanie nie zabierze im bóg wie ile czasu, bo każde z nich ma swoje obowiązki, ale nawet godzina spędzona razem to już coś. Nie kłamała mówiąc, że dawno nie zasiedli z Shikamaru i Chojim przy jednym stole i szczerze powiedziawszy tęskniła za wspólnie spędzonym czasem.
Brakowało jej tego. Chyba najwyższy czas coś z tym zrobić.
Obie kunoichi podążyły spokojnym tempem w kierunku siedziby Hokage. Ino była wdzięczna losowi, który postawił na jej drodze przyszłą panią Uzumaki. Ta krótka wymiana zdań, pozwoliła jej choć na chwilę poczuć się normalnie, jak człowiek, nad którego głową nie wisi widmo stryczka. Zyskała też pewność, że przez najbliższe pięć – dziesięć minut Hokage będzie zajęty. Taka ilość czasu powinna jej w zupełności wystarczyć, by przekazać Narze wszelkie wątpliwości związane z ich sekretnym zadaniem. A przynajmniej taką miała nadzieję.
Tak jak podejrzewała, Shikamaru przebywał w towarzystwie Hokage, co pozwoliło jej zaoszczędzić czasu i nerwów. Nara nie krył swojego zaskoczenia niespodziewaną wizytą Yamanaki, ale bez szemrania na jej niemą prośbę opuścił gabinet przyjaciela.
— Co ty tu robisz? — zapytał spokojnie.
— Zarezerwuj sobie czas wieczorem, wychodzimy z Chojim coś zjeść jak za dawnych czasów — oznajmiła tonem nieznoszącym sprzeciwu. Skoro już się tu pofatygowała, mogła śmiało upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.
— Dobra. Będę — odparł z niemałym zdziwieniem.
— Jest jeszcze coś — dodała pół-szeptem. — Ale to nie jest rozmowa, którą można odbyć tutaj.
Shikamaru przewrócił jedynie oczami. Wiedział, że Ino nie przyszłaby do niego z byle błahostką. Równie dobrze, mogła poczekać do wieczora i jak za dawnych czasów zaciągnąć go do knajpki, w której czekał na nich wiecznie głodny Choji. Westchnął zrezygnowany i zaprowadził Ino do swojego gabinetu, który znajdował się nieopodal. Skoro już się tu pojawiła, to nie odejdzie dopóki jej nie wysłucha. Znał ją, aż za nad to.
— Co jest? — zapytał zamykając za sobą drzwi.
Ino rozejrzała się ostrożnie po małym pomieszczeniu. Nigdy wcześniej tu nie była.
— Mały kłopot. Gdzie jest Sasuke?
Nara wzruszył ramionami.
— Nie widziałem go od wczoraj. — Ta odpowiedź wyraźnie nie spodobała się Ino, która w konsternacji przygryzła dolną wargę. — Czego mi nie mówisz? — Widział jak blondynka z ociąganiem przełyka ślinę.
— Ona pamięta — wyszeptała z trwogą. Przez ostatni rok bała się dnia, w którym będzie zmuszona wypowiedzieć te słowa. A wiedziała, że taki dzień nadejdzie prędzej czy później.
— Co?
Ino opadła ciężko na fotel należący do Shikamaru, rozkładając przy tym ręce.
— Pamięta. Ona pamięta. I nie waż się mnie o to obwiniać, ostrzegałam was przecież. Nie wiem ile dokładnie sobie przypomniała, ani jak to się stało, ale coś zdecydowanie sobie przypomniała. Powiedziała matce, że była u mnie i była tego tak pewna, że tamta jej uwierzyła. A wiesz jaka ona jest. Co jeśli jej podświadomość zaczęła „uwalniać” jej wspomnienia?
— Jesteś pewna, że nie była to zwykła wymówka, którą posłużyła się, żeby uspokoić matkę?
Ino parsknęła pod nosem.
— Nie wierzę w taki zbieg okoliczności — powiedziała uparcie.
Shikamaru potarł skronie w zamyśleniu. Nie poganiała go. Wolnym krokiem podszedł do biurka i zaczął coś pisać na skrawku papieru.
— Znajdź Sasuke, ja nie mogę teraz opuścić Naruto. Sprawy nieco się skomplikowały. Powiedz mu to co mi, może to wreszcie skłoni go do podjęcia właściwej decyzji. Ale nie będziemy mieć stuprocentowej pewności, dopóki Sakura nie wróci do wioski. Do tego czasu możemy jedynie spekulować. — Podał jej zapisaną karteczkę. — Nie wiem czy tam będzie, ale zawsze to jakiś punkt zaczepienia.
Ino ze zdziwieniem zlustrowała adres jaki widniał na papierze.
— Czyżby wreszcie się gdzieś ulokował? — spytała z uniesioną brwią.
— To akurat sprawka Naruto. Dobrze wiesz, że Sasuke nie zrobiłby tego z własnej inicjatywy. To typ, który nie zagrzeje nigdzie miejsca na dłużej, ale za każdym razem gdy się pojawi uprzykrza innym życie.
W tej kwestii zgadzała się z nim w stu procentach. Zdecydowanie lepiej dla nich, że Naruto zapewnił Sasuke jego własne lokum. Szkoda tylko, że adres jaki podał jej Shikamaru, okazał się bezużyteczny. Sasuke po prostu zapadł się pod ziemię. Nikt go nie widział. Nikt nic o nim nie słyszał. Gdyby nie wiedziała, że z polecenia Naruto nie mógł opuścić Liścia, pomyślałaby, że właśnie to zrobił. Rozkaz blondyna był jednak jasny, jeśli Uchiha opuści mury wioski bez wiedzy Hokage zostanie potraktowany jak zdrajca. Nie znała szczegółów, i nie chciała ich poznawać. W tej kwestii ufała niezmiernie Shikamaru.
Zrezygnowana i wyczerpana bezowocnymi poszukiwaniami Sasuke skierowała się  wieczorem do małej, skromnej restauracji w której czekał już na nią Choji. Shikamaru zgodnie z obietnicą również się pojawił. Wystarczyła im wymiana zaledwie jednego spojrzenia, by wiedzieć, że tego dnia żadne z nich nie natknęło się na ślad Uchihy. Ani następnego, ani kolejnego.
~***~
        Poszukiwania przy granicy z Krajem Rzeki nic nie dały. Drużyna Kiby nie natrafiła  na ani jeden ślad po zaginionych shinobi Liścia. Ale mimo wszystko nie zaniechali poszukiwań. Wierzyli, że ich towarzysze broni znajdowali się nieopodal. Mieli nadzieję, że niedługo ich znajdą. Biegli ile sił w nogach przez las, rozglądając się na wszystkie strony. Południowa część Kraju Rzeki nie była aż tak zalesiona jak jej północna część, co w praktyce ułatwiało im poszukiwania.
        — Jeśli nic tu nie znajdziemy, będziemy musieli wysunąć się bardziej na zachód do granicy z Suną — powiedział Shino, podczas krótkiej przerwy jaką sobie zrobili.
        Kiba wraz z Shibukim przytaknęli zgodnie. Nie mogli być daleko.
        Nagle Akamaru wraz z Inuzuką pociągnęli nosem, wyczuwając znajomy zapach shinobi z Piasku. Wierny kompan Kiby, zaczął żwawo merdać ogonem i głośno szczekać, gdy dostrzegł mały oddział z Suny z Temari i Kankuro na czele.
        — Czyżby komitet powitalny? — zagaił Inuzuka, zaintrygowany tym spotkaniem. W informacjach jakie otrzymali od Hokage, nie było żadnej wzmianki  o wsparciu ze strony ich głównych sprzymierzeńców.  
— Wasza misja zostaje przerwana. Shinobi jakich poszukujecie od kilku dni, znajdują się w Sunie. — Brat Kazekage odezwał się jako pierwszy, a ton jego głosu nie wróżył nic dobrego.
        Kiba wymienił spojrzenie z Shino i Shibukim, który został wysłany z nimi na misje w zastępstwie za ciężarną Hinatę. Żaden z nich nie krył zaskoczenia, takim obrotem spraw.
        — Jaki jest ich stan? — zapytał tym razem Shiro.
        — Krytyczny, o ile w ogóle jeszcze żyją — odparł sceptycznie Kankuro.
        — Według nowych rozkazów Hokage, macie wrócić z nami do Suny i oczekiwać dalszych instrukcji. Z tego co mi wiadomo Shikamaru próbuje właśnie skontaktować się z drugą drużyną, która otrzymała tą samą misję i opuściła Konohę zaraz po was — wtrąciła Temari równie poważnym tonem.
        — Psiakrew. — Kiba z frustracji kopnął najbliższy kamień. Nie tak miała potoczyć się ich misja. Mieli odnaleźć ich całych i zdrowych, a w najgorszym razie rannych. A tym czasem, okazuje się, że ich towarzysze mogli być już martwi.
        — Macie jakieś poszlaki dotyczące sprawcy? — zapytał. Dawno już nie znajdowali się w obliczu takiej zagadki. Ostatnie lata były dla nich łaskawe i dość spokojne, ale najwidoczniej ten okres dobiegał właśnie końca.
        — Kazekage wysłał dwa kolejne oddziały w miejsce gdzie znaleźli waszą drużynę, przeszukują właśnie teren. Jeśli tylko sprawca pozostawił po sobie jakiś ślad, znajdą go — zapewnił ich Kankuro, będąc pewnym zdolności shinobi wysłanych przez Gaarę.
Nie było lepszych tropicieli, niż oni.
~***~
        Z desperacją szukała jakiegoś podparcia, czegoś co pomogłoby jej wyhamować. Dłońmi starała się złapać czegokolwiek, chcąc zmniejszyć siłę upadku, który był nieunikniony. Nadaremno. Każda próba zbliżenia się do ściany, kończyła się fiaskiem. Jakaś niewidzialna siła odpycha ją, jej chakrę a nawet kunai, którym próbowała wbić się w otaczającą ich zewsząd glebę.
        Nic nie skutkowało.
        Zaledwie kilka centymetrów nad ziemią poczuła jak jej ciało zaczyna stawiać opór nieznanej sile. Nie. Myliła się. To nie była ona. To Kira i jego wietrzne ninjutsu, które aktywował praktycznie w ostatniej chwili. Dzięki niemu wszyscy mieli miękkie lądowanie i nikt nie ucierpiał.
        — Co do… — warknął wściekły Bunta, spoglądając ponad siebie. Byli co najmniej dwadzieścia metrów, jak nie lepiej, pod powierzchnią ziemi. W normalnych okolicznościach, gdyby nie Kira, z całej czwórki zostałaby jedynie czerwona plama. A taka perspektywa bynajmniej nie napawała optymizmem.
        Sakura zignorowała głośną rozmowę towarzyszy, zastanawiających się nad powodem ich niespodziewanego upadku. Przed oczami bez przerwy miała upiorną twarz, na wpół pozbawioną skóry i te przerażające fiołkowe oczy szaleńca. Jego paskudny oddech do tej pory przyprawiał ją o nudności.
        Cuchniesz nim. Dlaczego?
        Usilnie próbowała pozbyć się tych słów z głowy od momentu, w którym napastnik wypowiedział je mrożącym krew w żyłach głosem. Tych kilka słów przesiąkniętych nienawiścią wracało do niej niczym bumerang, nie pozwalając zebrać myśli. Kogokolwiek miał na myśli ten popapraniec, wiedziała, że adresata czekają męczarnie. Podświadomie wiedziała o kim mówił. Czuła to w  kościach. Ale starała się to wyprzeć. Walczyła z samą sobą, nie chciała dopuścić do siebie myśli, że ów napastnik mógł mieć coś wspólnego z Sasuke.
        — Sakura. — Uniosła głowę do góry, spoglądając nieobecnym wzrokiem na Aratę. — Twoja szyja.
        Nie podobał jej się ton Araty. Niepewnie opuszkami palców zaczęła dotykać swojej krtani w poszukiwaniu tego, do czego nawiązywał medyk. Od razu poczuła pod palcami dziwną lepkość. Nie potrzebowała lusterka, by zorientować się co zaniepokoiło Aratę. Wystarczyło jej zaledwie jedno dotknięcie, by wiedzieć co stało się z jej szyją.
        Przełknęła delikatnie ślinę, dopiero teraz odczuwając przy tym nieznośny, palący ból.
        Została poparzona.
        Przymknęła powieki i starając się zlekceważyć dyskomfort skupiła się na przywołaniu leczniczej  chakry. Ponownie tego dnia musiała skorzystać z mocy Byakugo.
        — Co ci się stało? — W pytaniu Kiry wyraźnie słyszała niepokój, aczkolwiek zignorowała go. Chciała jak najszybciej pozbyć się ze swojego ciała śladów napastnika. To była jego sprawka. To on ostatni trzymał ją za krtań. Dusił ją. Mimo, iż nie pamiętała uczucia bycia przypalaną, nie miała wątpliwości, że jego dotyk musiał parzyć. Nie było innego wyjaśnienia bolesnych śladów na jej szyi. Tylko dlaczego do cholery oparzenie pojawiło się na jej ciele z takim opóźnieniem?
        — Sakura — powiedział z naciskiem Kira.
        — Nie jestem pewna — odpowiedziała charknięciem. — Kimkolwiek jest, cokolwiek potrafi, jest groźny. Nie wiem jak to jest możliwe, ale efekty jego ataków pojawiają się z opóźnieniem — powiedziała z niesmakiem, zaczynając odczuwać ulgę w gardle. Była zirytowana faktem, że nie potrafiła przejrzeć jego techniki. Jedyne co udało jej się ustalić to, że bezpośredni kontakt z jego ciałem był niebezpieczny. Wystarczyło jedno jego dotknięcie by na jej szyi pojawiło się poparzenie czwartego stopnia, nie wspominając już o kartce papieru, która w niewytłumaczalny sposób znalazła się w jej krtani.  Im bardziej skupiała się na odtworzeniu całego zajścia, tym mniej mogła sobie przypomnieć. Jej pamięć szwankowała coraz bardziej, doprowadzając ją do furii. Nienawidziła siebie za ten stan. Nienawidziła być bezradną kunoichi. Sądziła, że te czasy miała już dawno za sobą. Jednak najwyraźniej się myliła.       
        Kira zrezygnował z dalszego przesłuchiwania Sakury. Widział po twarzy kunoichi, że ta prowadzi ze sobą wewnętrzną walkę, analizując całe zajście. Pozostawało czekać, aż podzieli się z nimi swoimi spostrzeżeniami. Nie znosił pozostawać w niewiedzy zwłaszcza, że wróg mógł czaić się wszędzie, miał jednak świadomość, że dalsze naciski na Sakurę nic nie dadzą. Musiał uzbroić się w cierpliwość.
        Jak na razie jednego mogli być pewni, Sakura bez wątpienia walczyła z wrogiem, co do tego nie było żadnych wątpliwości. Nikt jednak nie wiedział jaki był ostateczny wynik owego starcia.
        — Kira, to nie jest normalna ściana — odezwał się Bunta, zwracając na siebie uwagę lidera.
        Mitsukuri uniósł brew w zdziwieniu i podszedł bliżej kamrata, dając Sakurze trochę czasu na odsapnięcie.
        — Co masz na myśli?
        Bunta skupił chakrę w prawej dłoni, a następnie przystawił ją do nienaturalnie gładkiej powierzchni. Napiął mięśnie i całym ciężarem ciała naparł na ścianę. Jego wysiłek nie przyniósł jednak żadnego efektu. Shinobi nie zbliżył się do przeszkody nawet o milimetr.
        — Nasz upadek to nie przypadek, a sprytnie przygotowana pułapka — skomentował Aburame, neutralizując chakrę w swojej dłoni.
        — W którą z naiwnością dziecka daliśmy się złapać — warknął z ogarniającą go frustracją Kira.
        Skonsternowanym wzrokiem spojrzał w górę. Wspinaczka nie wchodziła w rachubę, kamień z którego była wykonana zasadzka okazał się nie być zwykłą skałą. Na pierwszy rzut oka zwykły śmiertelnik mógł wziąć go za nic więcej jak pierwszy lepszy minerał, ale on był doświadczonym shinobi. Wiedział, że ze wszystkich stron otacza ich serpentynowy kamień, używany w celach dla najgroźniejszych przestępców. O ile się nie mylił to, o konsekwencjach przebywania w jego obecności mógł się przekonać na własnej skórze sam Uchiha Sauke. Kira zaklął pod nosem, świadom beznadziejności sytuacji w jakiej się znaleźli.  Nie zmierzał spędzać tu zbyt wiele czasu. Im szybciej się stąd wydostaną, tym lepiej.
        Zaczął składać dłonie w dobrze sobie znane znaki, już po chwili jego stopy oderwały się od ziemi, a on sam zaczął unosić się nad ziemię. Ostrożnie kontrolując powietrze, wznosił się wyżej i wyżej, chcąc czym prędzej znaleźć się z powrotem na powierzchni. Jeśli jemu się uda, to i Bunta nie będzie miał z tym kłopotów, a wtedy we dwójkę bez problemu będą mogli wydostać stąd także Aratę i Sakurę.
        Jednak jego plan nie powiódł się. Będąc zaledwie dwa metry nad ziemią, jego chakra zaczęła tracić na swojej intensywności, jakby coś stopniowo ją przygaszało. Kira skupił się jeszcze bardziej, nie chcąc dać się stłamsić mocy serpentynowego kamienia. Ale jego chęci poszły na marne. Siła jaką emitował kamień, była większa niż się spodziewał. Znowu zaczął spadać w dół, tym razem jednak nie potrafiąc ponownie przywołać swoich mocy.
        — Kira — krzyknął Arata dostrzegając jak ich przywódca zaczyna spadać.
        Mitsukuri jednak nie był skory do zrobienia z siebie miazgi. Resztkami siły odbił się stopami od ściany, robiąc przy tym fikołka, a następnie upadł na ziemię niczym zwinny kot. Gdyby jednak znajdował się wyżej, mógłby mieć nie małe kłopoty.
        Dłonią chaotycznie przeczesał brązowe włosy i wściekłym wzrokiem ponownie spojrzał w górę.
        — Nie wydostaniemy się stąd górą — odezwała się stoickim tonem Sakura.
        Stanęła przed Kirą wyciągając ku niemu rękę. — Trzeba znaleźć inne wyjście — skwitowała, rozglądając się bacznym wzrokiem po małym okrągłym pomieszczeniu w jakim się znaleźli.
        —A widzisz tu jakieś inne wyjście? — za argumentował wściekły Kira chwytając jej dłoń.
        Sakura skinęła zdeterminowana głową.
        —  Zawsze jest jakieś inne wyjście. — Dawno już nie była tak pewna swoich słów. Nie da się pogrzebać żywcem, póki nie dowie się kim jest napastnik, który ją zaatakował. Odkryje prawdę choćby kosztowało ją to życie. W końcu nadzieja umierała ostatnia.
        Ona również zerknęła ponownie ponad siebie, wzdychając przy tym cichutko.
        — Którędy w takim razie? — burknął ponownie Kira, nadal będąc mocno zdenerwowanym swoim upadkiem.
        — Jak nie górą, to dołem. — Wnet odezwał się Arata, który już zdążył pojąć tok rozumowania Sakury. — Tylko jak? — Wykorzystanie siły uderzenia Sakury mogło albo pogrzebać ich żywcem, albo pomóc im się stąd wydostać. Szanse powodzenia 50 na 50. Nie był przekonany czy, aby na pewno warto tak ryzykować.
        Sakura spojrzała na Kirę ze spokojem, zastanawiając się czy już trochę ochłonął. Nie powinien robić sobie wyrzutów, zwłaszcza, że jego mała demonstracja dała jej dużo do myślenia. Skoro oni nie byli wstanie wydostać się stąd o własnych siłach, to ich przeciwnik także miałby z tym problem. Nie było nikogo kto mógłby pokonać siłę z jaką emanował serpentynowy kamień.  Od dawna nurtowała ją specyfika tego minerału; można było go dotknąć gołą dłonią, ale wystarczyło aktywować odrobinę chakry na samych opuszkach palców by odepchnął cię z dziesięciokrotnie większą mocą.
        Z ulgą dostrzegła jak po chwili w jego brązowych tęczówka pojawia się błysk zrozumienia, a z twarzy znika grymas gniewu. Wiedziała, że opanował już targające nim emocje i ponownie stał się zrównoważonym, trzeźwo myślącym Kirą, na którego zawsze mogli liczyć. Bez zbędnych komentarzy, w skupieniu zaczął rozglądać się po otaczających ich ścianach, szukając najsłabszych elementów konstrukcji.
        — Mam. — Na krótki komentarz Bunty, wszyscy przenieśli na niego swoją uwagę. — W podłożu znajduje się wyłom. Sakura ma rację, wyjście jest dołem — oznajmił wskazując palcem grunt znajdujący się pod ich stopami.
        Najwyraźniej robaki Aburame nie próżnowały, aczkolwiek same nie były w stanie przedrzeć się przez serpentynowy kamień. Teraz jedynie musieli dojść do tego, jak otworzyć owe przejście. Bez ociągania zabrali się do badania podłoża i pobliskich ścian w poszukiwaniu mechanizmu dzięki któremu mogliby się stąd wydostać. Nie mieli pewności, że wyrwa jaką odkryły robaki, rzeczywiście pozwoli im opuścić pułapkę, ale na ten moment była to ich jedyna nadzieja na ucieczkę. Zdesperowani przeszukali każdy centymetr więzienia.
        Ale niczego nie było.
        Książkowy scenariusz z naciśnięciem odpowiedniego elementu, w ich wypadku kamienia, nie sprawdził się. Ich poszukiwania okazały się żmudne i co gorsza bezowocne, a oni sami pomału zaczynali tracić jakąkolwiek nadzieję na wydostanie się z pułapki w jaką dali się złapać. Jednak żadne z nich nie odważyło się wypowiedzieć tych czarnych  myśli na głos. Bali się, że w ten sposób mogliby urzeczywistnić swoje obawy. Widmo wielogodzinnego oczekiwania na nadejście pomocy, wcale nie było pocieszające, tym bardziej, że nie mieli ani krzty pewności, że Katsuyu w ogóle udało się opuścić ten przeklęty las.
        Wnet do ich uszu zaczął dochodzić dziwny dźwięk. Czwórka shinobi wymieniła zdziwione spojrzenia, wytężając jednocześnie słuch. Nim zdążyli zarejestrować co się dzieje, miejsce, które wskazał przed kilkunastoma minutami Bunta zaczęło się pomału poruszać ukazując tym samym przejść.
        — Kto coś ruszył? — zapytał poważnym tonem Kira, mierząc wzrokiem każdego z towarzyszy.
        W odpowiedzi wszyscy jak jeden mąż pokręcili przecząco głową. To nie była sprawka żadnego z nich .
        — Mam cholernie złe przeczucie — warknął Arata.
        — Nie ty jeden, ale nie mamy innego wyjścia — dodała grymaśnie Sakura.
        Nie było tajemnicą, że nikomu ten pomysł nie przypadł do gustu, zwłaszcza, że to nie oni uruchomili mechanizm– wyjście otworzyło się przed nimi samoczynnie, a to zawsze zwiastowało kłopoty.
        — Sakura ma racje — poparł ją Kira.  — Albo idziemy, albo będziemy tkwić w tej dziurze w nieskończoność.
        Nikt nie kwestionował decyzji lidera. Każdy z nich wiedział, że nie mieli innego wyboru. Z duszą na ramieniu zaczęli schodzić po kamiennych schodach, jakie pojawiły się przed nimi kilka sekund wcześniej. Z każdym postawionym krokiem odzyskiwali pewność siebie, okazało się bowiem, że im bardziej zagłębiali się w czeluści, ciemnych, nieznanych korytarzy, tym bardziej słabła siła serpentynowego kamienia. Wiedzieli, że nie należy „chwalić dnia przed zachodem słońca”, ale kiełkująca w nich nadzieja na wydostanie się z tego przeklętego dołu żyła własnym życiem.
        Schody były kręte i nadszarpnięte zębem czasu. Gdyby nie Arata, któreś z nich już dawno skręciłoby kark.  Dzięki bogu idący na przedzie medyk za pomocą jutsu wzniecił niewielki płomień i wykorzystując skrawek materiału oraz kunai wykonał pochodnię, którą oświetlał im drogę. Nie mieli pojęcia, co to za miejsce. Od niepamiętnych czasów cała Odaka była osnuta tajemnicą. Była legendą, której nikt nigdy dokładnie nie zbadał. W obecnej sytuacji mogli tylko przypuszczać, że tunel w jakim właśnie się znajdowali był częścią zagadkowej Odaki.
        Sakura zastanawiała się tylko w jakim celu stworzono to miejsce.
        Gdy zeszli kilka kolejnych pięter w dół, ich zdziwienie sięgnęło zenitu. Znaleźli się w ogromnej komnacie z centralnie umiejscowionym ołtarzem. Ściany wokół nich, pokryte były spróchniałymi deskami, na których rozmieszczone zostały stosy starych ksiąg i zwojów. Podłoże pokrywała natomiast niezliczona ilość ogarków świec, które walały się dosłownie wszędzie. Arata korzystając z okazji zapalił sporą ich część.
        — Jak stare jest to miejsce? — zapytał sam siebie zdumiony Bunta.
        — Stare to chyba mało powiedziane. To wszystko wygląda wręcz prehistorycznie— dodał Arata zbliżając się do ołtarza.
        — Co o tym sądzisz? — spytał Kira Sakury, która chwytała właśnie za jeden ze zwojów.
        — Nie wiem. Nic w tej sprawie nie ma sensu. Nic się z niczym nie łączy — odpowiedziała cicho, dłonią ścierając z papieru zalegający od kilkudziesięciu lat kurz.
        — Przypomniało ci się coś jeszcze?
        Zamyśliła się, nie wiedząc ile powiedzieć. Ale z drugiej strony rozumiała ciekawość Kiry. W końcu póki co, ona jako jedyna stanęła z wrogiem twarzą w twarz. W tej chwili tylko ona mogła udzielić im jakiś informacji na jego temat, dlatego rozumiała dociekliwość  lidera. Im więcej wiesz o swoim wrogu, tym większe szanse masz go pokonać, tego uczą na jednych z pierwszych zajęć w akademii.
        — To nie jest normalna osoba, Kira. To nie jest zwykły shinobi — zaczęła mówić opierając się ramieniem o ścianę. — On nie miał połowy twarzy. A jego dłoń to była zwykła kość. Wyglądał jak upiór z najgorszych, dziecięcych koszmarów. Nie wiem jak to możliwe. Może to rodzaj jutsu, którym władał Nagato, tylko, że on nie wydawał się być pod niczyją kontrolą.
        Kira w kontemplacji złapał się za kark.
        — Mówisz, chodzący trup, co?
        Ku jej zdziwieniu nie wyłapała w jego głosie żadnej drwiny.
        — Jest coś jeszcze… — zawahała się. — Wydaje mi się, że chodzi mu o Sasuke.
        Spojrzenie Kiry zaostrzyło się na sam dźwięk imienia Uchihy. Nie było tajemnicą, że panowie nie pałali do siebie zbytnim entuzjazmem.
        — Cuchniesz nim… — zacytował słowa z kartki.
Znała ten ton głosu aż za dobrze.
        — Kira...
        — Dlaczego sądzisz, że to właśnie o niego chodzi? — parsknął gniewnie.
        — Nie uważasz, że jeśli chodziłoby o któregoś z was, wróg nie bawiłby się z nami w ciuciubabkę? Jak wyjaśnić to, że odseparował mnie od was? Albo to, że pokazał się tylko mnie? Może się mylę i nie chodzi mu o Sasuke, a o Naruto? Sama już nie wiem. — Nie chciała wchodzić w szczegóły. Chciała zakończyć temat Sasuke jak najszybciej. Żałowała, że go w ogóle poruszyła. Zresztą wszystko to były tylko jej przypuszczenia. Mogła się mylić. Wróg mógł chcieć namieszać jej w głowie.
        Nie chcąc dalej kontynuować tej rozmowy odwróciła się w bok i zaczęła rozglądać się po starych księgach i zwojach. Słyszała jak Kira zaczął się od niej oddalać, a ona sama chociaż na chwilę mogła odetchnąć z ulgą. Dla niego temat Sasuke zawsze był drażliwy. I nie wydawało jej się, by prędko mu przeszło, aczkolwiek w tej kwestii wolałaby się mylić.
        Zaciekawiona ogromną ilością tomów, palcem zaczęła śledzić ich grzbiety. Ktoś musiał się nieźle natrudzić w zebraniu ich – były ich tutaj tysiące. Nawet Konohańskie archiwum nie posiadało aż tylu woluminów. Tak bardzo kusiło ją by zacząć przeglądać je jeden po drugim i odkryć skrywane przez nie tajemnice. Ale każda minuta spędzoną w tym miejscu była ryzykowna. Słyszała jak w oddali Kira mówił reszcie drużyny, że muszą się spieszyć. Wiedziała, że kierował te słowa także do niej, więc odruchowo przytaknęła mu skinieniem głowy nie odrywając przy tym wzroku od zakurzonych półek.
        Zrodziła się w niej iskierka nadziei. Chwyciła za pierwszą lepszą księgę, przekartkowała ją pośpiesznie, po czym odrzuciła ją za siebie i chwyciła za kolejną. I tak w nieskończoność.
        — Co ty robisz? — usłyszała za sobą głos zbliżającego się Kiry.
        — Szukam.
        — To widzę. Ale czego?
        Sakura spojrzała na niego przelotnie przez ramię.
        — Co jeśli znajduje się tutaj odpowiedź dlaczego tamci shinobi z Suny zmarli? Co jeśli jest tutaj wskazówka jak można było ich wyleczyć?
        Język jakim zostały napisane księgi był przestarzały, ale nie na tyle, żeby nastręczać jej trudności w zrozumieniu treści.
        — Mamy misję do wykonania — dodała, rozwijając zwój.
        Umyślnie uderzyła w czuły punkt towarzysza. Nie dokończona misja, była bowiem niezmywalną plamą na honorze każdego shinobi. Wiedziała, że każdemu z nich zależy na pomyślny wypełnieniu zadania, jednak do tej pory nie udało im się natknąć na zaginioną drużynę. Nigdzie nie było po niej ani śladu. Ale nie zamierzali się tak łatwo poddawać. Znajdą ich, nawet jeśli mieliby przejść ten cholerny las wzdłuż i wszerz, kilka razy.
        — Masz piętnaście minut Sakura, potem musimy stąd zbierać.
        Nie protestowała, mimo iż przy takiej ilość czasu nie miała najmniejszych szans przejrzeć choć jednej czwartej zgromadzonych tu ksiąg, to nadal nie traciła nadziei. Dostała więcej, niż przypuszczała.
        — Czego mam szukać? — zapytał Mitsukuri, również biorąc w swoje ręce jeden ze starych tomów.
        Sakura wzruszyła ramionami i spojrzała na niego z rezygnacją.
        — Nie mam pojęcia — odparła szczerze. — Wszystko co wyda się podejrzane, może stanowić punkt zaczepienia.
        Arata wraz z Buntą również się przyłączyli – mieli misje do wykonania i nie zamierzali o niej zapominać. Przez najbliższe kilka minut jedyne co słyszeli, to szelest kartek i rzucane o podłogę księgi. Starali się nie przejmować wrogiem, wmawiali sobie, że nikt nie postawił tu nogi od kilkudziesięciu, bądź kilkuset lat.
        — Sakura patrz… — powiedział Kira, dotykając jej ramienia.
        Źrenice Haruno zadrżały na widok strony jaką ukazał jej Kira. Na połowie strony pod tekstem, był rysunek wykonany ciemnym tuszem ukazujący wnętrze komnaty, w której obecnie się znajdowali. Ołtarz znajdujący się pośrodku pomieszczenia nie był jednak pusty. Leżała na nim kobieta.
Ich spojrzenia przeniosły się na kolejny rysunek, na którym ów kobieta zostaje dźgnięta w serce przez kapłana, a krew sącząca się z zadanej jej rany barwi kamienny blat, na którym ją umieszczono. Ilustracje na jakie natknął się Kira tworzyły historię, na końcu której wspominana kobieta zostaje pochowana w miejscu swojej śmierci.
— To wygląda jak jakiś chory rytuał, oddawania ofiary — stwierdziła z obrzydzeniem Sakura.
Kira zatrzasnął księgę i podał ją jej.
— Może będzie tu coś więcej.
Sakura niechętnie wzięła od niego tom i schowała go do plecaka. Miała nadzieję, że nie będzie musiała więcej patrzyć na te rysunki.
Nagle nabrała nieodpartej ochoty na jak najszybsze opuszczenie tego miejsca.
— Chodźmy już stąd — powiedziała, czując ogarniające ją mdłości.
Pośpiesznym krokiem przeszli na drugą stronę komnaty z zamiarem poinformowania towarzyszy, że czas poszukiwań dobiegł końca. Jednak Arata miał dla nich jeszcze jedną niespodziankę.
— Sakura, nigdy nie widziałem takich roślin — wyznał.
Kunoichi niechętnie chwyciła za zwój i zaczęła przyglądać się naszkicowanym ziołom. Ona również nie rozpoznawała żadnego z nich. Kąciki jej ust uniosły się delikatnie w górę. Możliwe, że Arata znalazł to, czego tak bardzo potrzebowali.
— Bingo — szepnęła z ekscytacją.
Czuła, że to było to.
Czuła, że te zioła mogły okazać się znaczące w tej sprawie.
Widziała jak Kira otwierał usta aby ponaglić ich do opuszczenia tego miejsca, gdy nagle cała ich uwaga skupiła się na Buncie.
Członek klanu Aburame chwycił za jeszcze jedną z zakurzonych ksiąg jakie znajdowały się na półkach, a w tym samym momencie regał przy którym stali zaczął się odsuwać. Bunta czym prędzej umieścił książkę z powrotem na miejscu, jednak to nie zatrzymało mechanizmu jaki właśnie uruchomił.
Shinobi odskoczyli kilka kroków w tył. Wszyscy mieli już dość jakichkolwiek niespodzianek.
Regał odsunął się na bok wzburzając przy tym tumany zalegającego latami kurzu, który po chwili zaczął pomału opadać. Przez ciemność panującą w środku nowo odkrytego przejścia, nie wiedzieli co może się kryć w jego czeluściach.
— Czy mówiłem już, że to wszystko za cholerę mi się nie podoba? — spytał retorycznie nerwowym tonem Arata.  
— Idziemy — rozkazał Kira wskazując na znajdujące się przed nimi pomieszczenie.
        Wszyscy wzięli głęboki wdech i podążyli za swoim liderem. Idący jako drugi Arata, uniósł swoje dłonie, a już po chwili zaczęły na nich skakać małe płomyki ognia. Medyk ponownie stworzył dla nich pochodnie. Nie spodziewali się ujrzeć tego, co zobaczyli. Niebyła to kolejna komnata wypełniona księgami. Nie było w niej kolejnego ołtarza, ale za to były cuchnące śmiercią cele.
        Shinobi za wszelką cenę starali się powstrzymać odruch wymiotny.
        — Nie wydaje mi się, żebyśmy znaleźli tu wyjście — powiedziała Sakura, kradnąc Aracie słowa z ust.
        — Wycofujemy się. — Kira nie chciał dłużej zwlekać.
        Nie powinno ich tu być.
        Zamykająca pochód Sakura odwróciła się pośpiesznie i zaczęła kierować się w przeciwną stronę, gdy nagle tuż przed nią z podłogi wyrosły kraty.
        — Nie ze mną te numery — warknęła.
        Nie zwlekając ani chwili zamachnęła się i z całej siły uderzyła w metalowe pręty. Nie uzyskała jednak zamierzonego efektu. Wręcz przeciwnie siła uderzenia odrzuciła ją do tyłu. Kunoichi z impetem uderzyła o ścianę i opadła na podłogę.
        — Sakura! — krzyknął Kira próbując do niej podbiec, lecz wnet i przed nim pojawiły się kraty. Teraz patrząc na nie z bliska zrozumiał, dlaczego atak kunoichi nie podziała.
        — Serpentynowy kamień — syknął gniewnie łapiąc za pręty, które oddzielały ich od Haruno.
        Poobijana Sakura obróciła się na plecy oddychając ciężko. Miała złamane co najmniej cztery żebra, jak nie lepiej.
        — Nic mi nie jest — wydyszała, skupiając w sobie chakrę. Mimo serpentynowego kamienia, nadal była wstanie się uleczyć. Jednak nawet to nie napawało jej entuzjazmem. Zamglonym bólem wzrokiem spoglądała na uwięzionych po drugiej stronie krat towarzyszy.
        Teraz to naprawdę utknęli.
        Wątpiła by udało im się stąd prędko wydostać.
        Szczerze powiedziawszy wątpiła, by w ogóle udało im się stąd wydostać żywym.
        Ostatnia nadzieja w Katsuyu.
~***~
                Nie wytrzymała.
        Miała serdecznie dość tej zabawy w chowanego z Sasuke w roli głównej. Pełna frustracji zrzuciła z siebie kołdrę i pospiesznie narzuciła na siebie wczorajsze ubrania. Musiała czym prędzej odnaleźć Sasuke. Kto wie, kiedy Sakura wróci do wioski. Może nawet w tej chwili przekraczała granice Konohy. Nikt nie wiedział ile miała trwać misja, na którą została wysłana, a upływający czas zdecydowanie działał na ich niekorzyść.
        Po raz kolejny udała się pod adres wskazany przez Shikamaru. Tym razem nie potrzebowała już karteczki. Ostatnimi czasy odwiedzała to miejsce tyle razy, że dotarłaby tutaj nawet z zawiązanymi oczami. Nie bacząc na ewentualnych sąsiadów Sasuke, zaczęła bezceremonialnie dobijać się do jego drzwi. Musiał się tu w końcu pojawić. Sądziła, że chociaż w środku nocy zastanie go u siebie. Chwilowo żałowała, że wywaliła go ze swojego domu. Gdyby nadal nocował u niej, nie miałaby problemu z przekazaniem mu tak cennych informacji.
        — Sasuke! Otwieraj! — Starała się zbytnio nie wrzeszczeć, żeby nie zaalarmować ciekawskich sąsiadów, ale przychodziło jej to z trudem.
        Mimo jej wysiłków Sasuke nadal nie otwierał.
        Westchnęła ciężko wyciągając z włosów wsuwkę. Skoro on nie zamierzał się pofatygować, to sama otworzyć sobie te pieprzone drzwi. Nachyliła się nieco, po czym włożyła metalowy pręt do zamka.
        Nie było łatwo, ale po kilku dłuższych minutach usłyszała wyczekiwane, charakterystyczne kliknięcie.
        — Mam cię — szepnęła do siebie, uśmiechając się pod nosem.
        Nie mając pewności, że mieszkanie rzeczywiście stoi puste, uchyliła delikatnie drzwi i ostrożnie zajrzała do środka. W środku nie było jednak żywej duszy. Właściwie to nie było niczego. Zrezygnowana otworzyła szerzej drzwi i przekroczyła próg domostwa. Wchodząc w głąb mieszkania, zaczęła rozglądać się uważnie po pomieszczeniach.
        — Nawet go tu nie było — mruknęła zła, splatając ramiona na klatce piersiowej.
        Prawdę mówiąc nie powinna być zdziwiona takim obrotem sprawy. Jednak nadal odczuwała pewien niepokój. Nikt nie widział Sasuke od kilku dobrych dni, a jakby się nad tym dłużej zastanowić to od dnia, w którym Sakura wyruszyła na misję. Ale to byłby już zbyt duży zbieg okoliczności.
        — Gdzie żeś się schował draniu? — Zaczęła zastanawiać się na głos, krążąc w kółko po mieszkaniu Sasuke.
        Miała tylko nadzieję, że Sasuke nie okazał się totalnym idiotą i nie opuścił wioski na własną rękę wbrew rozkazom Hokage. W obecnej sytuacji tylko takie wytłumaczenie przychodziło jej się na myśl. Skoro nawet sam Shikamaru nie miał pojęcia, gdzie go znaleźć, to ona tym bardziej.
        Była jeszcze jedna opcja kontaktu z Sasuke, jednak Ino nie była co do niej przekonana. Za pierwszym razem kiedy próbowała skontaktować się z nim przy pomocy swojego ninjutsu, nie skończyło się to dla niej zbyt dobrze. Sasuke wręcz siłą wyrzucił ją ze swojego umysłu, odcinając jej dostęp do swoich myśli i przyprawiając o kilkudniowy ból głowy. Niechciała ryzykować powtórki z rozrywki, nawet jeśli była to wyjątkowa sytuacja. Zdecydowanie wolała przedyskutować to najpierw z Shikamaru. A nuż problem sam się rozwiąże i Sasuke skontaktuje się z którymś z nich z samego rana. Czasami wolała być niepoprawną optymistką.
        Kiedy już miała opuścić mieszkanie Sasuke coś, przykuło jej uwagę. Zaciekawiona odwróciła się na pięcie i wolnym krokiem zbliżyła się do parapetu. Jej wzrok wcale nie płatał jej figla, z niedowierzaniem delikatnie podniosła z parapetu, ręcznie robiony łapacz snów od razu przywołując w pamięci moment, w którym zetknęła się z nim po raz pierwszy.
        Po tym jak dostrzegła Sakurę siedzącą wieczorem nad zalewem, nie mogła się powstrzymać i zakradła się do niej po cichu. Ostatnie dni były dla niej łaskawe, za co Ino było dozgonnie wdzięczna losowi. Podczas tymczasowej obecności Sasuke w wiosce, wszystko wydawało się łatwiejsze. Wreszcie zaczynało się układać. Dla nikogo nie było tajemnicą, że ta dwójka zaczęła spędzać ze sobą coraz więcej czasu, nawet jeśli oni sami starali się unikać tego tematu.
        — Co robisz? — zapytała, spoglądając przez ramię przyjaciółki.
        Niczego nieświadoma Sakura podskoczyła w miejscu.
        — Ino! Przestraszyłaś mnie! — powiedziała podniesionym głosem. Uwadze Ino nie umknęła szybkość, z jaką Sakura starała się schować do torebki to, co właśnie trzymała w dłoniach. Jednak ona okazała się szybsza.
        — Co to? — zapytała zaciekawiona, wpatrując się w fioletowy okręg wypełniony przeplatanymi nićmi z drobnymi kamieniami.
        — Oddawaj Ino — rozkazała kategorycznym tonem Sakura, wydzierając jej siłą dziwny przedmiot.
        — No weź, powiedz co to jest — powtórzyła, szturchając przyjaciółkę łokciem.
        — Łapacz snów, ale jeszcze go nie skończyłam — burknęła pod nosem.
Uchiha, myliłam się co do ciebie – pomyślała Ino uśmiechając się przy tym subtelnie.
        Nie miała już żadnych wątpliwości.
S a s u k e   b y ł    t u t a j   .
        Pomału zaczynała odzyskiwać wiarę w niego. Odłożyła łapacz snów na miejsce i zamknęła oczy. Podjęła już decyzję. W obecnej sytuacji konsultacja z Narą okazała się zbędna.
        Wzięła głęboki wdech i skupiła się na nawiązaniu telepatycznego kontaktu z Sasuke. Nie była pewna, czy uda jej się go zlokalizować, ale dopóki nie spróbuje nie będzie wiedzieć. Nie było łatwo, ale po dłuższej chwili udało jej się go wyczuć.
        — Sasuke! — krzyknęła głośno w jego myślach. O dziwo nie zablokował jej, wręcz przeciwnie, otworzył się na nią. — Musimy porozmawiać! Chodzi o Sakurę! Ona chyba pa… — Przerwała w pół słowa, orientując się, że Sasuke również miał jej coś do przekazania. Z pędzącym sercem wsłuchiwała się w jego głośne i jakże chaotyczne myśli, by następnie czym prędzej wybiec z jego mieszkania.
        Jeśli mieli opuścić wioskę przed brzaskiem, musiała się spieszyć.
~***~
        Wyczułby go wszędzie, tak samo jak i on jego. Już z oddali słyszał jego ciężkie, odbijające się od posadzki kroki. Nie zamierzał jednak wychodzić mu naprzeciw. Skoro sam Hokage pofatygował się do niego w środku nocy, to zamierzał cierpliwie na niego czekać. Jemu nigdzie się nie spieszyło.
        Naruto nie szedł jednak do niego sam. Towarzyszył mu Shikamaru, co oznaczało, że to nie będzie zwykła towarzyska pogadanka. Uzumaki odwiedzał go z jakiegoś istotnego powodu.
        Zatrzasnął kolejną z bezużytecznych ksiąg, odłożył ją na bok i wziął w swe ręce następną. Wierzył, że w którejś z nich znajdzie to, czego tak bardzo pragnie: odpowiedzi, albo chociaż jakieś wskazówki, cokolwiek, co pomoże mu w tej bezsensownej walce z wiatrakami.
        Kiedy kroki Naruto i Shikamaru stały się głośniejsze, uniósł głowę wysoko oczekując momentu w którym ich sylwetki wychylą się z pomiędzy zakurzonych regałów.
        — Nie możecie spać? — zagaił opierając się wygodniej o stare, drewniane krzesło i krzyżując ramiona na klatce piersiowej.
        — O to samo mógłbym zapytać ciebie — skwitował Naruto, bez uśmiechu na twarzy.
        Sasuke zmierzył Narę podejrzliwym wzrokiem, zastanawiając się czy ten przypadkiem się nie wygadał. Shikamaru delikatnie pokręcił głową na boki, tym samym uspokajając go trochę i dając znać, że nie puścił pary z ust. To jednak nie tłumaczyło grobowego nastroju Hokage.
        — Opuszczasz wioskę w trybie natychmiastowym, Sasuke. Wysyłam cię na misję.
        Brew Sasuke uniosła się nieznacznie. Nie mógł powiedzieć, że nie był zaskoczony decyzją przyjaciela. Jeszcze zaledwie kilka dni temu Naruto nalegał, by nie ruszał się z wioski ani na krok, a teraz nagle wysyłał go na kolejną misję. Czyżby sprawy z włamaniem do systemów wioski wymknęły się spod kontroli?
        Shikamaru odchrząknął nagle.
        — Drużyna Kiry przed kilkoma godzinami została oficjalnie uznana za zaginioną. Jest z nimi…
        — Sakura — dopowiedział za niego Naruto.
        Sasuke zastygł w bezruchu, trawiąc w myślach usłyszane właśnie słowa.
        — Skąd pewność, że zaginęli? Shinobi niejednokrotnie znikają bez słowa na dłuższy okres czasu, a później wracają do swoich wiosek cali i zdrowi. — Wiedział dlaczego Shikamaru towarzyszył Naruto podczas tej rozmowy. Chciał mieć pewność, że pod żadnym pozorem nie opuści wioski. Nara nie chciał by zbliżył się do Sakury choćby na krok, nawet jeśli oznaczałoby to dla Haruno utratę ostatniej deski ratunku. W takich momentach, docierało do niego jak wiele postanowił zaryzykować. — Zresztą mówimy o Sakurze. Wiele razy wychodziła już z opresji. Tym razem postanowiłeś w nią zwątpić?
        Naruto westchnął ciężko podchodząc bliżej niego, zerkając w między czasie na znajdujący się na jego nadgarstku zegarek.
        — Sakura wysłała Katsuyu do Suny, z informacją, że jeśli ktoś z jej drużyny nie skontaktuję się z Piaskiem albo z nami w przeciągu siedemdziesięciu dwóch godzin, należy uznać ich za zaginionych. Od tamtej pory minęło już co najmniej ze sto godzin — warknął poddenerwowany Naruto rzucając w niego zwojem jaki dostał z Suny.
        Sasuke lakonicznymi ruchami rozwinął rulonik, zaczynając czytać informacje jakie udzieliła Gaarze Katsuyu. Nie brzmiało to najlepiej. Zresztą sam fakt, że Sakura zdecydowała się na taki a nie inny krok, dawało dużo do myślenia. Sakura podczas misji nie robiła niczego bez powodu.
        Aokigahara nie było miejscem po którym można było spokojnie sobie spacerować. Wiele słyszał o lesie samobójców, pomimo iż sam nie postawił tam nigdy nogi. Zresztą, krążyły plotki, że nie każdy mógł tam wejść. Ponoć był to las dla wybranych. Przeklął siarczyście w myślach. Nawet on nie mógł być pewien na co Sakura i reszta mogli się tam natknąć. A z listu z Suny wyraźnie wynikało, że drużyna Kiry miała problem w wydostaniem się z lasu.
        — Gaara posłał już drużynę tropicieli. Temari wraz z Kankuro prowadzą poszukiwania od ich strony — wtrącił Shikamaru o wiele spokojniej.
        Sasuke ponownie zaszczycił go spojrzeniem, rozważając wszystkie możliwości. Nie miał wielkiego wyboru. Niespodziewanie poczuł jak jego głowę zaczyna przeszywać ostry, promieniujący ból. Znał ten ból aż za dobrze. To było jak pukanie, mógł otworzyć drzwi dobierającej się do jego umysłu Yamanace, albo wyrzucić ją, tak jak to już kiedyś zrobił.
        Nikt nie miał prawa grzebać mu w głowie.
        Tym razem postanowił ją jednak wpuścić. Jej słowa były dla niego kolejną rewelacją tej nocy. Wiadomość od Ino tylko utwierdziła go w przekonaniu, że popełniłby wielki błąd biegnąc Sakurze na pomoc. Jednorazowo pozwolił jej siedzieć w swoich myślach, zdradzając jej to, co powiedział Naruto i pozwalając śledzić każde następne słowo.
On nie pomoże Sakurze. Natomiast znał osoby, które mogły się jej przydać.
Tak było lepiej dla niej samej.
        — Dadzą sobie radę. Sakura da sobie radę. Nie potrzebuje mojej pomocy, to tylko strata mojego czasu — powiedział ostentacyjnie oddając Naruto zwój. Widząc jak nadpobudliwy Hokage zaczyna otwierać swoje usta, by zakwestionować jego zdanie, postanowił go uprzedzić. Musiał zakończyć tą rozmowę zanim powie coś, czego nie powinien. — Jeśli tak bardzo chcesz kogoś wysłać, to wyślij drużynę Shikamaru. To idealna misja dla Ino-Shiko-Cho, ich formacja na tym terenie powinna spisać się bezbłędnie.
        Jeśli słowa Yamanaki były prawdziwe, to ona musiała wyruszyć na ratunek Sakurze. Musiała upewnić się, że Haruno niczego sobie nie przypomina. A jeśli jednak jest inaczej, pomóc jej ponownie zapomnieć. To było jej zadanie.
        Naruto z upartością dziecka splótł ramiona za plecami i przybliżył swoją twarz do jego, uważnie ją lustrując.
        — Czego znowu? — warknął poirytowany Sasuke. Pomału zaczynał tracić cierpliwość.
        — Masz do niej jakąś urazę, dlatego nie chcesz iść? — spytał wwiercając w niego swoje niebieskie tęczówki.
        — Naruto — odezwał się Shikamaru, chcąc go nieco pohamować, lecz wnet Sasuke ponownie się odezwał.
        — Mówimy o Sakurze, nie o pierwszym lepszym geninie. Doskonale da sobie radę beze mnie. Skąd pewność, że do tej pory nie wykonali już misji i nie wracają właśnie do wioski? Po za tym, jestem zajęty sprawą Kaguyi, nie będę tracił czasu na pomaganie komuś, kto tej pomocy nie potrzebuje — zaakcentował podrywając się z krzesła.
        Dla niego ta rozmowa była już skończona.
        — Naruto, Sasuke ma racje. Niech nadal zajmuje się sprawą Kaguyi, a ja wyruszę z Chojim i Ino. — Tym razem nikt nie przerwał Narze, który tak jak i Sasuke okłamał Hokage. Sprawa Kaguyi już jakiś czas temu została zepchnięta na dalszy plan.
        — Tak, tak już to mówiłeś — mruknął Naruto z niezadowoloną miną. — Zbieraj drużynę i wyruszajcie od razu. I weźcie ze sobą Sai’a, kto wie, może przyda wam się pomoc z powietrza.
        Po tych słowach Naruto opuścił Konohańskie archiwum, nie zaszczycając Sasuke nawet spojrzeniem. Jego postawa świadczyła o tym, że jest naprawdę wściekły na przyjaciela,  ale Sasuke wiedział, że mu przejdzie. Zawsze przechodziło. Shikamaru rzucił potomkowi klanu Uchiha ostatnie spojrzenie, a ten w odpowiedzi prawie niezauważalnie pokręcił głową, dając znać, że to nie jest właściwy moment na wyjaśnienia. Sasuke nie miał wątpliwości, że Ino poinformuje Narę, że była uczestnikiem tej rozmowy i przekaże mu jego spostrzeżenia, kiedy tylko nadarzy się ku temu okazja.
        Odczekawszy kilka minut, napisał trzy razy tą samą, krótką wiadomość na drobnych kartkach papieru i wyszedł z podpiwniczenia. Będąc na powierzchni, za pomocą Kuchiyose no Jutsu przywołał trzy identyczne jastrzębie, a następnie wręczył im po małym, szczelnie zapieczętowanym ruloniku.
        Wraz ze wschodzącym słońcem obserwował odlatujące za horyzont ptaki, wmawiając sobie cały czas, że postąpił słusznie.
        Zrobił to dla większego dobra.
        Dla jej dobra.
„Oddałabym nie wiem co, żeby mi to przeszło i żeby mnie cokolwiek zaczęło znowu obchodzić, żeby mi się coś chciało (..) Nie mogę sobie wyobrazić, że w ogóle będzie jakiś dalszy ciąg. Nie wiem co ze sobą zrobić.”
Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora

Od Autorki: Tadam! Wiecie co? Nie wiem co mam wam powiedzieć. Mam nadzieję, że rozdział się podał. Tak, wiem - NR jest kompletnie inaczej pisane niż Shannaro, ale to już jest urok NR :)

Kiedy 6? Nie mam pojęcia - czas pokaże, ale tak jak z tym rozdziałem postaram się wyrobić z kolejnym na następny miesiąc. Wszystko zależy jednak od pracy; Miku to już stara dupa/kura domowa, więc tu musicie mi wybaczyć ale czasy obijania się jako student już mi minęły :)

No nic! Do następnego! Doprowadzę ten blog do końca! <3

ps. Za korektę dziękujemy Just Me :)

CREATED BY
MAYAKO
CREDIT: ART